Jesienna sekcja Q3 Yankee Candle / Co za zapach.pl

Tyle wosków mam, że muszę im zmienić pudełko na większe, a tyle jeszcze mi się wosków marzy... Na blogu znalazły się nowości zimowe Q4, o których możecie poczytać tutaj, a dziś zapraszam do przeczytania mojej subiektywnej opinii o woskach Amber Moon, Cranberry Pear, Honey Glow oraz Ginger Dusk /ten ostatni otrzymałam od sklepu Co za zapach.pl w ramach współpracy/.




Amber Moon to zapach, który najbardziej mnie ciekawił, bo połączenie bursztynu, paczuli, drzewa sandałowego, pomarańczy i wody kolońskiej.  Zamknięta tarta uwydatnia ciepło bursztynu i paczuli, a po rozgrzaniu robi się troszkę lżejsza i traci na intensywności - wyczuwam go dopiero gdy  w kominku znajdzie się duża ilość, inaczej to jest zapach na chwilę.  Sprawdzi się raczej przy małym metrażu, a szkoda, bo jest naprawdę przepiękny, otulający, tajemniczy i niedający o sobie zapomnieć. Razem z Honey Glow zaliczam go do zapachów perfumeryjnych takich jak Midnight Oasis i Midsummer Night.


Cranberry Pear  to gruszki ociekające słodkim syropem z żurawiny. Wosk w opakowaniu nie jest mocny, gruszki przeplatają się z cierpką żurawiną, ale rozgrzany daje takiego słodkiego kopa, że ślinka sama leci. Jakbym widziała takie ładne gruszeczki kąpiące się w garnuszku pełnym czerwonego syropu cukrowego. Słodycz, od której jednak szczęki nie bolą i nie mdli. Cranberry Pear jest zapachem wyraźnym, wciskającym się w każdy kąt pokoju i dającym owocowo-słodkie spełnienie.


Honey Glow ma pachnieć lekko słodko, lekko męsko i taki też zapach jest zarówno suchego wosku, jak i po rozpaleniu. Moc jest porządna, wystarczy malutki kawałek, a praktycznie wszędzie czuć wodę kolońską przeplecioną bardzo delikatnie miodem. Szkoda, że jest on lekki i nie przełamuje wyraźniej męskich perfum - wszak nazwa coś takiego sugeruje. Dla "słabych" głów Honey Glow może okazać się zabójczy, ale ja go polubiłam właśnie za tę charakterność i męską moc, które otulają podobnie jak Amber Moon.


Ginger Dusk jest moim ulubionym woskiem z serii Q3. Imbir może nie jest moją ulubioną przyprawą, ale jego zapach zamknięty w tarcie i dający cytrusowe orzeźwienie to jest strzał w dziesiątkę. Po rozpaleniu czuję taki imbirowy kop w nos, który świdruje aż po czubek głowy. Ten zapach mnie odpręża i jednocześnie rozgrzewa jak gorąca słodka herbata z korzeniem imbiru. Dobrze się roznosi po mieszkaniu, ma dobrą trwałość, ale przy tym nie męczy i nie denerwuje nosa.


Ze wszystkich wosków Yankee Candle z jesiennej serii Q3 bezapelacyjnie pierwsze miejsce zajmuje Ginger Dusk - uwielbiam go za tą nutę cytrusów, imbiru i słodyczy. Na drugim miejscu jest Amber Moon, który za sprawą paczuli otula mnie jak ciepły koc. Honey Glow jest zapachem niesamowicie mocnym, dlatego na jego rozgrzanie pozwalam sobie tylko wtedy kiedy jest mi lżej na duszy. Cranberry Pear lubię za słodkość i cierpkość jednocześnie, świetnie się nadaje do rozpalenia na zakończenie słonecznego dnia złotej jesieni.


Macie swoich ulubieńców wśród jesiennych zapachów Yankee Candle? Który zapach Wam nie przypadł do gustu, a może niemile zaskoczył?

9 komentarzy:

  1. Honey Glow jest przepiękny :) lubię jeszcze figę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja ostatnio najbardziej lubie black Plum blossom;) ale kupiłam tez dwa nowe, będe próbować;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Żadnych z tych jeszcze nie miałam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi z tych zapachów najbardziej spodobała się gruszka, reszta nie dla mnie niestety ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ladny masz kominek a zapachów tych nie miałam

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszystkie te woski bardzo lubię, jednak mim ulubieńcem niespodziewanie został Cranberry Pear

    OdpowiedzUsuń
  7. już dawno kusił mnie jakiś wosk, ale jednak ciągle nie wiem czy się zdecydować

    OdpowiedzUsuń
  8. Tych wosków jeszcze nigdy nie miałam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam Yankee! Szczególnie cranberry pear. Chyba mój jesienny faworyt.

    Obserwuję bloga, pozdrowienia! :)

    http://tomitomcat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz :)
Na pytania odpowiadam pod tym samym wpisem.
Nie spamuj, nie zostawiaj linku do swojego bloga - jeżeli skomentowałaś wpis, to na pewno do Ciebie zajrzę.

Zdjęcia i tekst na blogu są mojego autorstwa. Pamiętaj o ustawie dot. prawa autorskiego.
Jeżeli chcesz wykorzystać zawartość bloga - napisz!