Szybka opalenizna z solarium w tle / Onyxtan

Niedawno wspominałam Wam o małej przesyłce od Onyxtan. W paczuszce znalazło się 5 saszetek. Trzy zawierały Miami Extreme Bronzing Intensifier, czyli przyspieszacz brązujący, a dwie After Tan - Balsam po opalaniu przedłużający opaleniznę. Kosmetyki już użyte i zużyte, więc teraz możecie przeczytać czy totalny bladzioch taki jak ja, w ciągu 3 wizyt w solarium może stać się bladziochem z opalenizną :)



Moje pierwsze i ostatnie wizyty w solarium miały miejsce ponad 6 lat temu. Większość z Was pewnie też korzystała z tego przybytku przed studniówką. Od tamtego czasu opaleniznę nabywałam uprawiając smażing plażowy, a od trzech lat smażing placowo-zabawowy. W te wakacje moja skóra nabrała fajnego, ładnego brązowego odcienia, a że, jak pewnie wiecie, opalenizna "odejmuje" kilogramy to z chęcią zgodziłam się na wypróbowanie kosmetyków Onyx. 



Solarium odwiedziłam 3 razy: na pierwszy rzut pod lampami leżałam 5 min, drugi 8, a trzeci raz zajął mi minut 10. Jako posiadaczka jasnej karnacji nie chciałam przeholować na starcie, bo co to by była za radość wygrzania skóry gdy za oknem już czuć mrozy. Dodatkowo nie opalam się równomiernie - nogi dużo trudniej łapią brązowy kolor, a zawsze to najbardziej na nich mi zależy by były opalone.


Jedna saszetka Przyspieszacza brązującego Miami o pojemności 15 ml/11 zł (dostępny jest jeszcze w butelce 150 ml/88 zł) starczyła mi na posmarowanie całego ciała. Kosmetyk ma konsystencję zwykłego balsamu do ciała, dobrze się rozprowadza na skórze, szybko wchłania i nie zostawia klejącej warstwy. Zapachem przypomina mi orientalne olejki i kadzidełka, nie jest drażniący, mocny, a po opalaniu niweluje specyficzną woń "opieczonej skóry" - mam nadzieję, że wiecie, co mam na myśli. Najważniejsze jest działanie tego przyspieszacza brązującego - naprawdę przyspiesza opalanie i w moim przypadku pozwolił osiągnąć lekko brązowy odcień bez częstego korzystania z solarium.
Po pierwszych 5 minutach opalania widziałam dużą różnicę w jasności. Ramiona oraz brzuch zmieniły o ton swój odcień, na nogach jednak nie zauważyłam większej zmiany /ale tak jak mówię, one są specyficzne i już się do tego przyzwyczaiłam, że mogę cała być brązowa, a one będą dalej jasne/
Kolejna sesja w solarium pogłębiła lekki brąz i tutaj nastąpiła poprawa w jasności, a w zasadzie ciemności nóg - nabrały w końcu ciemniejszej barwy. Trzecia dopełniła całości.
Przyspieszacz brązujący Miami dodatkowo ma zapewniać nawilżenie i odżywienie dzięki masłu Shea i kwasowi hialuronowemu. Ta obietnica producenta również odnajduje spełnienie - wieczorem nie czułam swędzenia, podrażnienia czy uczucia suchości, co pewnie miałoby miejsce gdybym opalała się bez takiego kosmetyku.


Dostałam też Balsam po opalaniu, który przedłuża opaleniznę. I tutaj również saszetka 15 ml/7 zł  (butelka 200 ml kosztuje 66 zł) starczyła na jedną aplikację. 
Zapach jest delikatny, praktycznie niewyczuwalny. Kosmetyk jest rzadki, przez co przy zbyt gwałtownym wyciskaniu z saszetki lubił sobie frunąć to tu, to tam, generalnie nie zawsze na dłoń czy miejsce aplikacji.
Ten kosmetyk użyłam po pierwszym i drugim opalaniu - nie brałam kąpieli w dniu po solarium, tylko wieczorem nałożyłam balsam, a rano zmywałam wszystko i balsamowałam ciało. After Tan okazał się być przyjemniaczkiem, który dobrze nawilża i odżywia skórę, a dzięki temu jest ona lepiej przygotowana na kolejne dawki promieniowania - zawarta w balsamie tyrozyna ułatwia i przyspiesza dodatkowo ten proces.

Przyspieszacz brązujący Miami oraz Balsam po opalaniu After Tan to duet, który bardzo dobrze się u mnie sprawdził. Skóra w trakcie jak i po opalaniu w solarium nie była podrażniona, sucha, nie miała specyficznego zapachu. Miami sprawił, że ciało nabrało ładnego i delikatnego brązowego koloru, a After Tan nawilżył je i odżywił. Szkoda tylko, że moje nogi nie chcą współpracować, czy to ze słońcem czy z lampami UV i są jaśniejsze niż reszta ciała ;)

12 komentarzy:

  1. ja jestem zdecydowaną przeciwniczką solarium

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja może aż taką przeciwniczką nie jestem, ale też nie uznaję siedzenia kilka razy w tygodniu i spalenia się na skwarek. Przed imprezą, ślubem, studniówką to dobra sprawa, czy pójść w zimie się "wygrzać" choć chwilkę :)

      Usuń
  2. A mi się wydaje że nogi jakoś słońce czy cokolwiek wolniej łapie :) Ale jak się sprawdził duet to dobrze - a ja szczerze nigdy w swoim życiu nie byłam na solarium :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie nogi to tragedia z łapaniem koloru. Latem ramiona i dekolt opalone a nogi jakbym w mące się wytarzała :D

      Usuń
  3. Jeśli chodzę na solarium, to opalam się bez niczego, bo moja skóra dość szybko łapie słońce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz dobrą karnację, ja córka młynarza to mam problem :D

      Usuń
  4. Czasami korzystam z solarium ale nie stosuję żadnych kosmetyków. Nogi wbrew pozorom dość łatwo się opalają - szczególnie kolana ale za to dekolt i ramiona zawsze mam jaśniejsze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolana to ja mam ciemne "dzięki" niedoczynności tarczycy :D U mnie dekolt właśnie i ramiona ciemniejsze :)

      Usuń
  5. Nie chodzę na solarium kiedyś kilka razy byłam teraz juz nie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam przed studniówką, no i teraz :)

      Usuń
  6. mm nie potrzebuję takich rzecz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że nie musisz się wspomagać kosmetykami w opalaniu :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz :)
Na pytania odpowiadam pod tym samym wpisem.
Nie spamuj, nie zostawiaj linku do swojego bloga - jeżeli skomentowałaś wpis, to na pewno do Ciebie zajrzę.

Zdjęcia i tekst na blogu są mojego autorstwa. Pamiętaj o ustawie dot. prawa autorskiego.
Jeżeli chcesz wykorzystać zawartość bloga - napisz!