Kosmetyczni ulubieńcy września / Balea, Orientana, Clinique, Real Techniques

Projekt denko pokazany, czas więc na kosmetycznych ulubieńców września. Nie trudno było mi ich wybrać - ich używanie, nakładanie i późniejsze efekty to sama przyjemność. W tym miesiącu w gronie najczęściej i najchętniej stosowanych produktów znalazły się: Krem do cery suchej i wrażliwej z ekstraktem z malwy Balea, Ajurwedyjska terapia do włosów Orientana, Tusz do rzęs Clinique High Impract Curling oraz pędzelek Deluxe Crease ze Starter Set Real Techniques. A czym sobie zasłużyli na miano ulubieńców?








Kosmetyki Balea długo pozostawały w mojej sferze marzeń, więc kiedy "dorwałam" się do czeskich DM to do koszyków wpadło dużo produktów tej marki. Krem z ekstraktem z malwy jest przeznaczony do cery suchej i wrażliwej, czyli takiej jak moja. Ma treściwą konsystencję, dzięki której jest wydajny, dobrze się rozprowadza na skórze i pachnie bardzo delikatnie, kwiatowo. Sprawdza się bardzo dobrze pod makijażem, szybko wchłania - czuć go na skórze, ale nie zostawia żadnej lepiącej warstwy. Nawilża idealnie, naprawdę jestem zaskoczona w jak świetnej kondycji zostawia moją skórę. Jest ona delikatna, miękka - widocznie gładka i promienna. Za poręczną tubkę 50 ml zamykaną na zatrzask zapłaciłam 78 kc, czyli ok. 12 zł, co uważam za bardzo dobrą cenę. 

Ostatnio mam mocne postanowienie zużywania kosmetyków, więc Ajurwedyjska terapia do włosów Orientany została wystawiona na przód wszystkich buteleczek w szafce. Do tego doszło jesienne wypadanie włosów, któremu ta mieszanka olejów ma przeciwdziałać. I robi to bardzo dobrze ! Nakładam olej na skórę głowy i całe włosy zazwyczaj co drugie mycie, czasem na noc jeżeli wiem, że rano będę miała czas go zmyć. Najczęściej jednak robię 3-4 godzinną SPAlnię wieczorem i usuwam olej przed snem. Nie mam problemu z jego zmyciem - najpierw ciepłą wodą spłukuję tyle ile się da, a potem już szamponem Babydream, a dokładnie pianą, masuję skórę głowy przenosząc ją na włosy i polewam wodą aby spłukać całość. Potem już tylko robię płukankę octową Marion, a po lekkim osuszeniu nakładam jedną pompkę Kuracji Agranowej Marion. Zauważyłam, że przy nałożeniu oleju Orientana na całą noc te osłabione włosy wypadają w większej ilości. Mieszanka nałożona na 4 godziny "nie powoduje" takich szkód, ale i tak widzę, że włosy rosną dużo szybciej /farbowałam się pod koniec lipca, a mam odrost ok. 3 cm/, pełno mam babyhair. Jeszcze jedno co zauważyłam i myślę, że to dzięki olejowaniu skóry głowy - nie muszę myć głowy co 2 dni, a co 3, nawet co 4 dni. Są miękkie, błyszczące i delikatne w dotyku. Butelka o pojemności 100 ml kosztuje 22 zł, wydajność jest bardzo dobra /olejek zaczęłam używać mniej więcej w marcu - raz w tygodniu, czasem rzadziej - i jeszcze mam 1/3 butelki/. Dla mnie jest to świetny kosmetyk i na pewno kupię go ponownie.

Miniaturka tuszu Clinique High Impact Curling leżała, jak dobrze pamiętam, od września, kiedy wymieniłam w Douglasie swoją starą maskarę. Clinique tak sobie leżał, aż w końcu go wypróbowałam i efekt mnie zaskoczył. Tusz, chyba jedyny ze wszystkich jakich używałam dotychczas, bardzo dobrze podkręca mojrze proste i trudne do wywinięcia rzęsy. Troszkę je przy tym skleja i zawsze umażę sobie powiekę w wewnętrznym kąciku, ale nic mi to, bo takie firanki jak mam po nałożeniu tej maskary to nie miałam nigdy :D Zmywanie tego cuda jest małym koszmarem - micel Be Beauty, dwufazówka Nivea, dwufazówka Bielenda, dwufazówka Balea - żaden z nich nie daje mu rady. Na zimno oczywiście, bo gdy naleję płynu na ciepły płatek kosmetyczny i przytrzymam go na rzęsach to wtedy tusz się nie kruszy tylko schodzi z rzęs w całości. Mordęga z tym jest, ale też mnie to nie rusza, bo podkręcenie jest mega. Cena nie jest niska, bo aż 115 zł za 8 ml, ale dzięki wymianie starego tuszu na tę miniaturkę, która ma połowę objętości standardowego opakowania - 4ml - mogę się cieszyć z używania przez 3 miesiące :)

Ostatni ulubieniec to pędzel, którego nie używam zgodnie z przeznaczeniem. Deluxe Crease Brush Real Techniques w założeniu ma być idealny do blendowania cieni. Moja powieka jest specyficzna, mam za dużo tłuszczyku i nachodzi na ruchomą część, w dodatku moje oczy są małe i głęboko osadzone, więc ten pędzelek jest po prostu za duży. Za to świetny jest do rozcierania korektora - nakładam aktualnie ten mineralny Bell i szybciutko rozcieram pod oczami, w wewnętrznym kąciku i pod brwiami. Sprawdza się bardzo dobrze, dochodzi w te miejsca, w które moje palce nie dadzą rady. Łatwo się pierze, nie deformuje, jest lekki, poręczny i wygodny w użytkowaniu. Cały Starter Set Real Techniques kupiłam w TK Maxx za 70 zł i jestem z tych pędzli zadowolona.


Szaro buro w Gdańsku, mam wrażenie, że zaraz zacznie padać i jak widzę na insta zdjęcia pięknej, złotej jesieni to się zastanawiam gdzie się ta cholera szwęda, bo chyba nie u mnie :D

7 komentarzy:

  1. Pędzelki z RT do oczu też bardzo lubię :) Fajnie, że udało Ci się je dostać w takiej dobrej cenie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna ta terapia do włosów Orientany , moje włosy na jesień też bardziej lecą ,
    kremik Balea ma dobrą cenę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jesteś drugą niemal z rzędu osobą na blogach, która wśród ulubieńców wymienia te pędzle. Chyba się skuszę w końcu! :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pędzel spowodował szybsze bicie mojego serca, sama pewnie też używałabym go do różnych innych celów

    OdpowiedzUsuń
  5. mam zamienniki REAL TECHNIQUES i uwielbiam te pędzle, pewnie oryginały są i tak o niebo lepsze.

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba najbardziej zaciekawiłaś mnie kremem do twarzy Balea :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz :)
Na pytania odpowiadam pod tym samym wpisem.
Nie spamuj, nie zostawiaj linku do swojego bloga - jeżeli skomentowałaś wpis, to na pewno do Ciebie zajrzę.

Zdjęcia i tekst na blogu są mojego autorstwa. Pamiętaj o ustawie dot. prawa autorskiego.
Jeżeli chcesz wykorzystać zawartość bloga - napisz!