Kosmetyki warte wypróbowania: BingoSpa, Dermedic, The Secret Soap Store.

Kolejna porcja recenzji kosmetyków, które polubiłam. Tym razem chcę Wam polecić Maskę algową oraz Sól do peelingu ze skałą wulkaniczną i zieloną herbatą BingoSpa, Płyn micelarny Dermedic oraz Krem do rąk z 20% masłem shea The Secret Soap Store.



BingoSpa, Maska z proteinami jedwabiu i kaszmiru



Cena i pojemność: 13 zł/120g
Opis producenta i skład:

Opakowanie maski to standardowy plastikowy słoik z czarną nakrętką. Szkoda, że w żaden sposób zawartość nie jest zabezpieczona przed wścibskimi nosami i palcami. 
Po otwarciu słoika, w mój nos uderzył bardzo mocny, świeży zapach z lekką nutą pospolitego żelu pod prysznic dla mężczyzn. Mi początkowo przeszkadzała ta moc, ale z biegiem czasu się przyzwyczaiłam. 
Maseczka wygląda jak najprawdziwsze algi /zabrzmi to śmiesznie, ale miałam kiedyś algi, które karmiłam rodzynkami, a wodę, w której sobie żyły, piłam w celach zdrowotnych ;)/, jest galaretowata i fajnie rozprowadza się na skórze. Trzeba tylko uważać z pierwszym nałożeniem - jak od razu się przesadzi, to lubi sobie odpaść z twarzy - warto nałożyć mniejsze warstwy, ale np. dwukrotnie niż wielką ilość naraz.
Maskę algową nakładam zwykle idąc pod prysznic, więc trzymam ją góra 15 minut. Przy pierwszym nałożeniu poczułam pieczenie skóry i od razu zmyłam ją z twarzy. Trochę się przeraziłam, bo maska błotna to mój hit i przy jej używaniu nie miałam żadnych efektów niepożądanych, a tutaj taki klops. Dałam jednak drugą szansę i ponownie po tygodniu, nałożyłam kosmetyk BingoSpa. Również poczułam pieczenie, ale postanowiłam wytrzymać i sprawdzić, co będzie dalej. I było tylko lepiej. Pieczenie zmieniło się w świetny chłodek, maska nie zastygła, tak jak to jest w przypadku glinek, więc nie musiałam spryskiwać twarzy, nie miałam problemu z jej zmyciem - wszystko poszło krótko i gładko. Po spłukaniu widziałam dobry mat na twarzy, ale nie wysuszoną skórę. Wręcz przeciwnie - czułam gładkość i miękkość, żadnych zaczerwienień, podrażnień czy innych niespodzianek, więc bez obaw do dnia dzisiejszego używam jej z powodzeniem. Mam jej jeszcze na góra dwa użycia i na pewno kupię ją ponownie.

______________________________

BingoSpa, Sól do peelingu ze skałą wulkaniczną i czerwoną herbatą.


Cena i pojemność: 14 zł/580g
Opis producenta i skład:

Kolejny kosmetyk marki BingoSpa, który uwielbiam. Niepozorna buteleczka jakich to wiele w przypadku soli, a jej wnętrzu same cudo. Tutaj też minus za brak zabezpieczenia /słyszałam o przypadkach odsypywania sobie takich soli w torebki/. Otwór jest duży, ale dobrze mi się dozuje ilość i rzadko miałam problem z przesypaniem.
Zapach soli przypomina mi tanią kostkę toaletową lub odświeżacz powietrza - lekko kwiatowy, ale z nutką świeżości. Dla mnie może być, bo działanie tego kosmetyku jest niebiańskie.
Sól ma postać dwukolorowej, drobnoziarnistej soli /sic/, jest dobrze zmielona i nie ma podziału na grubsze i drobniejsze kryształki. 
Początkowo trudno było mi ugryźć ten produkt, ale jak już raz spróbowałam, tak teraz żałuję, że już ją zużyłam. Za pierwszym razem użyłam jej już po umyciu i spłukaniu ciała, nasypałam po prostu małą ilość w zagłębienie dłoni i okrężnymi ruchami, jak zwykłym peelingiem, zaczęłam ścierać naskórek. To był strzał w dziesiątkę dla takiej maniaczki porządnego zdarcia skóry. Oczywiście piszczałam gdy sól trafiła na krostkę czy zadartą skórkę, ale wrażenia po spłukaniu sprawiły, że chwilowy ból poszedł w niepamięć. Skóra zaraz po peelingu była mocno zaczerwieniona, ale tylko dlatego, że nie żałuję sobie tarcia, ale i nieprzyzwoicie gładka i miękka. Sól się powoli rozpuszczała pod wpływem wilgotnego ciała i nie miałam problemu z jej zmyciem. Nie czułam też ściągnięcia, ale że zawsze nakładam masło bądź mleczko z mocznikiem Isana, tak również robiłam po tym peelingu. Do tego mega, mega wydajność - ten słoiczek zużywałam ponad 4 miesiące, a naprawdę nie żałowałam sobie ilości. Sól do peelingu BingoSpa jest moim ulubionym peelingiem i nie bez powodu został ulubieńcem kwietniowego denka.

___________________________

Dermedic, Hydrain 3 Hialuro, Płyn micelarny do demakijażu oczy i twarzy.


Cena i pojemność: ok. 10 zł/200 ml
Opis producenta i skład:

Kolejna buteleczka przyzwoitego pomocnika w demakijażu, którą udało mi się zużyć.
Buteleczka zamykana na klik, otwór dozujący jest odpowiedniej wielkości i płyn dobrze wylewa się na płatek. 
Przy użyciu tego kosmetyku marki Dermedic /uwielbiam ich Nawadniający krem przeciwzmarszczkowy na dzień/ nie miałam problemu z demakijażem oczu czy twarzy. Jeżeli miałam tylko tusz, to sprawa szła gładko i przyjemnie - kilka chwil przytrzymania wilgotnego płatka na rzęsach i tusz był rozpuszczony. Gdy miałam cały makijaż /cienie czy kreskę/ to szło troszeczkę gorzej, troszkę dłużej musiałam trzymać płatek na oczach, ale dalej dałam radę zmyć makijaż bez potrzeby tarcia czy używania innych kosmetyków, chociaż nie powiem, gdy miałam kreskę to cały makijaż lubił się rozmazać wokół oczu, ale wystarczyło użyć czystego, namoczonego w płynie płatka i cała skóra była doczyszczona.
Podczas stosowania nie czułam żadnego podrażnienia, zarówno skóry jak i oczu, żadnego łzawienia, pieczenia itp.
Buteleczka płynu Dermedic starczyła mi na miesiąc używania średnio 5 razy w tygodniu, w większości na sam tusz /"grubszy" makijaż zmywam dwufazówką/ czy lekki make-up no make-up. 
Jeżeli spotkam ten płyn w atrakcyjnej cenie /ok.10 zł/ to kupię go ponownie, bo jest równie dobry jak micel z Biedronki.



__________________________

The Secret Soap Store, Krem do rąk 20% masła shea "Zielona herbata"



Cena i pojemność: 22 zł/70 ml
Opis producenta i skład:

Pierwszy kosmetyk tej marki, który bardzo mi przypadł do gustu i również żałuję, że już mi się skończył, a oszczędzałam go jak mogłam.
Zawartość papierowego, ekologicznego kartonika to srebrna, plastikowa tuba z papierową obwolutą. Jako dodatkowe zabezpieczenie, na średniej wielkości otworze znajduje się srebrna folia. Krem, dzięki temu, że mogłam postawić go na głowie oraz dzięki bardzo miękkiemu plastikowi, zużyłam do końca /nie obyło się oczywiście bez rozcięcia - odezwał się we mnie głos oszczędnej gosposi/. 
Zapach kremu jest po prostu obłędny - zielona herbata to oprócz werbeny mój ulubiony zapach wiosennych i letnich dni. Konsystencja jest świetna, zwarta, ale jednocześnie maślana i lekka. Nie miałam żadnego problemu z rozprowadzeniem kremu na skórze dłoni.
Niewielka ilość tego cuda potrafiła sprawić, że dłonie dość mocno wyeksploatowane w dzień, wieczorem dostawały swoją dawkę "leku" i następnego ranka wyglądały idealnie. Krem wchłaniał się bardzo szybko, co przy tak gęstej konsystencji mnie trochę dziwiło. Dodatkowo nie zostawiał lepkiej warstwy, jedynie czułam "ochronne rękawiczki", które były zbawieniem dla zmęczonej życiem skóry. Gładkość i miękkość jaką zostawiał po sobie, usuwanie podrażnień było fenomenalne
Jeżeli miałabym możliwość to na pewno kupiłabym ponownie ten krem jeszcze  nie raz.

Tak się prezentują kosmetyki, które zużyłam do dna i na pewno kupię je ponownie. Ciekawa jestem Waszej opinii - czy u Was sprawdziły się równie dobrze jak u mnie?

13 komentarzy:

  1. Płyn micelarny mam i jak dla mnie porażka ...kremik dorąk mnie zaciekawił

    OdpowiedzUsuń
  2. Z dermedic mam na razie krem pod oczy i jestem zadowolona

    OdpowiedzUsuń
  3. The Secret Soap Store krem do rąk wydaje się świetny i chętnie taki kupię.

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety kochana nie miałam żadnego z przetestowanych przez Ciebie kosmetyków - choć sam płyn do demakijażu mam w czeluściach zapasów a mi takie produkty powolutku ubywają :) Solą z BingoSpa mnie zainteresowałaś może jak w końcu wybiorę się do Auchana to zakupię w celach testowych :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam ten krem do rąk :) Micel Dermedic jest ok.

    OdpowiedzUsuń
  6. Płyn miceralny z Dermedic na prawdę jest super.

    OdpowiedzUsuń
  7. Na ten krem do rąk od dawna mam ochotę, ale cena mnie przeraża :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Sól do peelingu mnie mocno zainteresowała :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Micel dermedic to mój nr 1 ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mój ulubiony krem do rąk:)))

    OdpowiedzUsuń
  11. Ostatnio weszłam do sklepu The Secret Soap Store i spodobało mi się tam, ale oferta była tak duża, że w końcu nic nie kupiłam, bo musiałam lecieć na pociąg (na dworcu był ów sklep).

    OdpowiedzUsuń
  12. Na krem z SSS mam ochotę już od dawna, ale jakoś okazji brak :) Może na jesienne przesuszenia pokuszę się o swoją tubkę :)
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
  13. Kupiłam ostatnio kilka kosmetyków BingoSpa :) Mam nadzieję, że będę z nich zadowolona

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz :)
Na pytania odpowiadam pod tym samym wpisem.
Nie spamuj, nie zostawiaj linku do swojego bloga - jeżeli skomentowałaś wpis, to na pewno do Ciebie zajrzę.

Zdjęcia i tekst na blogu są mojego autorstwa. Pamiętaj o ustawie dot. prawa autorskiego.
Jeżeli chcesz wykorzystać zawartość bloga - napisz!