Porównanie balsamów do ust - Blistex, Carmex i Einstein.

Uwielbiam Carmex.  To już wiecie z tej i z tej notki. Ciągła chęć poznawania nowych kosmetyków bierze jednak górę i dzięki temu w moich zbiorach pojawiły się balsamy, które z opisów producentów,  podobne są w działaniu do Carmexu. Jak na tle tego słynnego wspomagacza, w tym porównaniu akurat limonkowego, wypadają Blistex oraz Einstein?



Carmex Lime Twist: 4,25g - ok. 8 zł / drogerie
Blistex Medicated Berry Balm: 4,25g - ok. 7 zł / drogerie internetowe
Einstein Lip Therapy: 3,16g - ok. 2 zł / drogerie internetowe


Opakowanie Carmexu i Blistexu są identyczne - sztyfty - działają bez zarzutu, nie zacinają się, pomadka łatwo się wysuwa i chowa. Einstein to wersja słoiczkowa, ale Carmex także jest dostępny w tej postaci. Mały minus za to, że pękła mi nakrętka - nadal dobrze się domyka, ale jednak przy mocniejszym ściśnięciu pęknięcie leci dalej. Kosmetyk ten stosuję tylko w domu, bo gmeranie brudnym palcem gdzieś w trakcie np. zakupów nie wchodzi w grę. 
Za opakowanie plusy dla Carmexu i Blistexu. Jeden punkt dla Einstein ze względu na zużycie kosmetyku do dna.

Wszystkie balsamy mają specyficzny mentolowo-ziołowy zapach. O ile w przypadku Carmexu jest on skutecznie "zabijany" nutą danej serii (mięta, limonka, wiśnia), a Blistex ma pachnieć owocami jagodowymi (nie pachnie tak mocno jak Carmex i średnio wyczuwam jagody), tak Einstein pachnie mocno, wyraźnie mentolem, ale z nutką słodyczy - taki Vick Vaporub z cukrem. W każdym razie skutecznie odtyka zakatarzony nos i to jego najczęściej stosowałam podczas kataru. 
Za zapach najlepszy uważam Carmex (i gdybym miała wybrać inną opcję zapachową: miętę czy granat dalej wybrałabym Carmex), bo nie czuć mentolu. Drugi w zestawieniu jest Einstein za cudowne właściwości antykatarowe. Blistex na końcu, bo jego zapach urzekł mnie najmniej.

Świeżość, chłodzenie i mrowienie najbardziej odczuwam przy stosowaniu Einstein. Czasami, w przypadku podrażnionych warg czy ich okolic, potrafi solidnie zapiec.
W przypadku Carmexu chłodzenie jest wyraźne, ale mniej "dokuczliwe", Blistex mrowi najmniej. Jako że lubię takie mentolowe ekstrawagancje, ale bez przesady, dlatego 3 punkty dostaje Carmex, dwa Einstein, a Blistex jeden.

Blistex jest najtwardszy pod względem konsystencji, nie trudno go zaaplikować na skórę ust, ale mam wrażenie, że z każdym kolejnym maźnięciem nakłada się go mniej. Plus, że dzięki temu nie rozpłynie się tak mocno w czasie upału. Carmex ma idealną twardość i miękkość jednocześnie. Aplikacja tego kosmetyku to dosłownie dwa ruchy ręką i czuję, że mam coś na ustach. Einstein znów jest bardzo miękki i taki "wazelinowy". Kilka razy zbyt mocno wpakowałam palec do słoika i miałam balsam pod paznokciem. Naprawdę bardzo mało go potrzeba do posmarowania ust. Każdy z nich nie barwi ust.
Carmex zyskuje 3 punkty za idealną konsystencję, Einstein 2 za dobrą wydajność, a Blistex tylko jeden, bo dla mnie jest zbyt tępy, a przy tym mało wydajny.





Działanie można by rzec identyczne. Wszystkie trzy używałam zimą, aktualnie wiosną, w okresie dużego wiatru oraz w domu. W trakcie używania Carmexu i Einstein zauważyłam, że po nałożeniu i nawet kilkukrotnym, mimowolnym oblizaniu ust, balsam jest dalej na wargach czym chroni je przed wiatrem czy mrozem. Blistex działa podobnie, jednak po nawet dwukrotnym "ściśnięciu" warg znika, pozostawiając delikatną, minimalną osłonkę na skórze, którą trzeba poprawić. Dużą regenerację, ale też duże pieczenie czułam po Einstein, na silne mrozy oraz duży wiatr mógłby się sprawdzić gdyby nie to mocne chłodzenie i mrowienie - zimą dosłownie czułam jakbym miała lód na ustach, więc zużywam go w domu. Carmex nawilża i ochrania skórę ust bardzo dobrze, a przy tym nie chłodzi upierdliwie. Blistex idealnie nadaje się do stosowania w domu - jego chłodzenie jest najmniejsze, częstotliwość aplikacji dużo większa niż w przypadku Einstein czy Carmex, ale działanie dobre: skóra warg nawilżona, ale z ochroną w przypadku mrozu czy wiatru było kiepsko.
Za działanie 3 punkty lecą dla Carmex, 2 dla Einsten ( gdyby nie pieczenie dałabym również 3) i Blistex również dostaje 2 punkty, bo działanie ma poprawne.

Podumowując:

 Jako Carmexomaniaczka i Carmexoholiczka pierwsze miejsce przyznaję właśnie temu kosmetykowi. Zarówno wersje tubkowe jak i sztyftowe są dla mnie idealne, chłodzenie nie jest zbyt mocne, działanie jest świetne, bo dzięki swojej miękko-twardej konsystencji świetnie rozprowadzają się na skórze warg, nie znikają z nich w przypadku mimowolnego oblizania.
Na drugie miejsce wędruje Einstein - całkiem przyzwoity kosmetyk, który z racji opakowania jest dobry do stosowania w domu (lub z patyczkiem), działanie ma dobre, ale w przypadku podrażnienia warg, jego pieczenie jest nieznośne.
Brąz przypadł Blistexowi - nie "napalałam" się na ten balsam z myślą, że a nuż będzie lepszy od Carmexa i dlatego nie rozczarowałam się zbytnio. Nie pasuje mi konsystencja, jest zbyt tępy, kilkukrotnie muszę powtarzać aplikację, a na mrozie nie czułam zbytniej ochrony. Chłodzenie jest bardzo małe i osobom, które nie lubią z nim przesadzać, będzie pasował.

Ilość moich kosmetyków do pielęgnacji ust jest mała. Na zdjęciu są wszystkie przeze mnie posiadane sztuki. Gwiazdeczką oznaczyłam te aktualnie używane.

A płynie do mnie jeszcze sztyft Burt's Bees. Nie wiem kiedy to wszystko zużyję. Chyba muszę zacząć się leczyć na Carmexoholizm ;)

27 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Jak na prawdziwą Carmexoholiczkę przystało :D

      Usuń
  2. Carmexów nie miałam a powaliłaś mnie ilością posiadanych pomadek - ja mam bodajże 3 w zapasie i uważam że to sporo - ale faktycznie same Carmexy :) Będę musiała się na jednego skusić i wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jeszcze do mnie płyną kolejne balsamy. Chyba muszę sobie botox w w wargi strzelić - będzie większa powierzchnia do smarowania, więc więcej zużyję :D

      Usuń
  3. W sprawie balsamów się nie dogadamy :) Nie cierpię Carmexa zarówno w wersji tubkowej, jak i w sztyfcie. EOS też miałam i niestety jego właściwości nawilżające były dla mnie zbyt słabe :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja EOS na pewno zacznę jak zużyję jeszcze Blistex, bo Einstein już zużyłam :)

      Usuń
  4. Carmexowego Lip Conditioner nie miałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślałam, że będzie lepszy, nie jest zły, ale robi białą warstwę na ustach - prawie jak ZIaja kokosowa.

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Super, że pasuje Ci jego działanie :)

      Usuń
  6. Tez mam Einsteina ;) jest dobry ja go lubie używać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, ale w domu, bo ostatnio jak wyszłam na dwór to myślałam, że mi usta odpadną na wietrze.

      Usuń
  7. Eos <3. JA za carmexami średnio przepadam, a co do Einstein to dopiero go dostałam w swoim zamówieniu, ale jeszcze nie zaczęłam używać, więc nie mogę się wypowiedzieć :P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Carmexy uwielbiam, Einstein też jest jest dobry, ale nie na wiatr, bo zbyt mocno chłodzi :)

      Usuń
  8. Ile balsamów:) żadnego z nich nie używałam, moim ulubieńcem jeśli o pielęgnację ust chodzi jest balsam Tisane w słoiczku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tisane miałam i lubiłam, ale odkąd poznałam Carmexy tak do Tisane nie wróciłam :)

      Usuń
  9. O jaki zapas - ale fajne są te balsamy, ciekawa jestem tych EOS

    OdpowiedzUsuń
  10. jak ja żałuję, że u nas jest tak biedna oferta Carmaxa! To mój ulubiony balsam, tylko nie lubię tych w tubce, bo wchodzą mi do ust, a smak w takiej ilości jest okropny. Największą frajdę mam ze smakowych, a o te w Polsce ciężko. Na szczęście pojawiły się wanilia i limonka ;) Skąd masz granat :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się ukryć, że ilość "smaków" Carmex w Polsce, a w USA to bieda. Ja limonkę i granat miałam już w zeszłym roku w czerwcu kiedy to limonka jeszcze nie była dostępna w Polsce, właśnie ze Stanów "dostaję" te opcje niedostępne w Polsce :)

      Usuń
  11. Faktycznie masz manię Carmex :D ale ja widocznie używasz za dwie bo ja nigdy nie miałam z nimi do czynienia. Nie możliwe a jednak ;)
    Za to czekam na relacje EOS bo mega mnie ciekawi.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ile Carmexów, chyba i ja bede musiala w koncu go wypróbować :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. a ja nie miałam jeszcze nic z Carmex, a tak dużo osób je wychwala.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja mam tylko dwa to jest mała ilość ;D

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam tego Blistexa i nawet go lubię :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz :)
Na pytania odpowiadam pod tym samym wpisem.
Nie spamuj, nie zostawiaj linku do swojego bloga - jeżeli skomentowałaś wpis, to na pewno do Ciebie zajrzę.

Zdjęcia i tekst na blogu są mojego autorstwa. Pamiętaj o ustawie dot. prawa autorskiego.
Jeżeli chcesz wykorzystać zawartość bloga - napisz!