Essence, Stay Natural Concealer, Korektor z pędzelkiem.

Z korektorami po oczy mam problem. Trudno mi znaleźć odpowiedni kolorem z racji jasnego odcienia skóry oraz kryciem cieni.
Ten chwyciłam przypadkowo, bo skończył mi się Bell z minerałami, o którym pisałam tutaj. Niska cena i pędzelek mnie skusiły, no i kolor, który wydawał mi się dobrze dobrany. A czy kuszenie okazało się warte uwagi?





Essence, Stay Natural Concealer, Korektor w pędzelku


Cena i pojemność: 8,99 zł/1,5 ml
Dostępność: drogerie Natura, Hebe oraz Douglas
Opis producenta:






Opakowanie korektora wydawałoby się całkiem poręczne - przekręcając górną część z dziurki między włoskami pędzelka wydostaje się korektor. Właśnie, wydawałoby się. Odgłos przekręcania jest tak upierdliwy, tak denerwujący i tak głośny, że spokojnie można nim kogoś obudzić. Dalej zostajemy w temacie przekręcania. Rozpakowałam korektor z folii (plus, bo wiem, że nikt go wcześniej nie używał, a dodatkowo naklejona jest naklejka z jednym zdaniem opisu korektora, więc jak ktoś zerwie folię, automatycznie zerwie naklejkę), kręcę, kręcę i nic. No to co, kręcę dalej. Tak się rozkręciłam tym kręceniem, aż widzę - cud, leci, wylatuje... I leci, i leci, i leci, i przestać nie może. Tak więc drugi minus - wydajność. O ile wykręci się go troszkę więcej niż powinno, to można przeboleć, dać więcej pod oczy, wytrzeć pędzelek i jest dobrze. Co jednak zrobić gdy korektor wydostał się w ilości dużo dużo większej? Wytrzeć pędzelek, cisnąć nim w kąt i dać sobie po łapkach za chęć kręcenia dalej, ale przecież to nie moja wina, że środek się bawi w ciuciubabkę - jestem, nie ma mnie.

Kolejny minus to pojemność - tylko 1,5 ml, więc tyle, ile często mają próbki kremów w gazetach. Cenowo w porównaniu do wydajności jest kiepsko. Jedno opakowanie starczyło mi na równo miesiąc stosowania, a i to jeszcze nie codziennie.


Włosie jest miłe w dotyku, sunąć po delikatnej skórze pod oczami nie czułam dyskomfortu, nie zauważyłam podrażnienia. Nie da się jednak nim nałożyć idealnie korektora na skórze, więc ja, jak każdy korektor, wklepuję go dokładnie opuszkiem palca.

Korektor nie ma wyczuwalnego zapachu, dla mnie pachnie jak zwykły, tani korektor, podkład - charakterystyczny zapach dla tego typu produktów.


Kolor, który posiadam to 03 Soft Nude. Dostępne są jeszcze trzy inne odcienie (01 Soft Beige, 02 Soft Sand, 04 Soft Honey). 03 Soft nude ma różowe tony, ale są one minimalne i przypudrowany prezentuje się bardzo dobrze.


Ten korektor, podobnie jak Bell - ciemnieje. Nie mocno, jednak dobrze wklepany idealnie stapia się ze skórą. Trzeba tylko to robić szybko, bo błyskawicznie zastyga i trudno go potem rozprowadzić. Nakładałam go stopniowo, wklepywałam i jeżeli konieczne było dołożenie kolejnej porcji, to starałam się to zrobić delikatnie, bo w przeciwnym razie zbierał się w załamaniach. Przypudrowany trzymał się spokojnie około 6 - 8 godzin. Makijaż zazwyczaj nakładam około 10, a zmywam o 20 bądź później i widziałam na płatku, że jeszcze był na swoim miejscu.

I teraz najważniejsze - krycie. Ja mam problem z zasinieniami pod oczami, przyzwyczaiłam się do nich, ale oczywistą oczywistością jest, że fajnie by było ich nie mieć. Jak się nie ma co się lubi, to co się ma stara się ukryć. 
Korektor średnio kryje zasinienia i cienie wokół oczu. Jeżeli mam gigantyczne siniaki z niewyspania, to niestety nie zakryje ich idealnie, ale lekko zmniejszy ich widoczność. Przypudrowany pudrem bambusowym wygląda nawet znośnie.

Skończyłam dwa opakowania tego korektora i nie zanosi się abym kupiłam trzecie. Wydajność jest koszmarna, a obawa podczas kręcenia "czy to już koniec" denerwuje. Dodatkowo te problemy z nie najcichszym wydobywaniem korektora są upierdliwe.

Dalej będę szukać idealnego krycia cieni. Na razie dobrze sprawdza się produkt Miss Sporty, a NYC, który pokazywałam tutaj, jest wielkim bublem.

Jeżeli macie 9 zł i nie wiecie na co je wydać, to możecie kupić ten korektor i przekonać się jak potrafi zdenerwować :) 

P.S.
Początek tygodnia zapowiedział się nieźle - znalazłam w torebce zapomnianą stówkę, kiedy to szukałam Carmexu na paskudną opryszczkę, która postanowiła mnie odwiedzić. Dzięki nowej pracy znów "straciłam" paznokcie - lutownica i śrubokręt nie działają na nie idealnie. Projekt denko idzie średnio, mam nadzieję, że moja ospałość spowodowana zmianą pogody zaraz się rozpłynie i znów przymierzę się do ataku szafki z kosmetykami. Za to dumna jestem z zakupów, a raczej ich braku - kupiłam jeden cień Inglot oraz Duraline i nic więcej ! Potrzebuję jedynie w tym miesiącu kremu na noc, myślę nad Orientaną i może na dniach zajrzę do Hebe. W 50 zł się raczej nie zmieszczę, ale myślę, że 60 zł na cały miesiąc to dobry wynik :D

34 komentarze:

  1. Dlaczego ja nigdy nie znajduję zaginionej stówki w torebce. Częściej łapię się na tym, że te stówki gdzieś się gubią w moim portfelu :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Włóż nawet dyszkę i po tygodniu wyjmij - ja często tak znajduję pieniądze luzem wrzucone do torebki :D

      Usuń
  2. nie miałam tego korektora, ale bardzo podobają mi się w takiej formie
    o takim mogę zapomnieć, bo tylko minerały używam.. ;) a szkoda ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chcę wypróbować minerałów w okresie wiosna lato, bo wtedy nie używam podkładu :)

      Usuń
  3. Ostatnio czuję się rozczarowana korektorami w takich opakowaniach. Są niezmiernie niewydajne i odrobinę za szybko stygną przez co często wyglądają ciężko. Używam teraz wersji Maybelline i jak ją zużyję to raczej nie zdecyduję się na kolejne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje ulubione to korektory z gąbeczkowym aplikatorem - są najwygodniejsze :)

      Usuń
  4. Tyłka mi ten korektor nie urwał, ale też nie jest źle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za dyszkę jest poprawny, ale w tej cenie mam dużo lepszy Bell z aplikatorem gąbeczkowym :)

      Usuń
  5. Ja to zdecydowanie zabłądzonego grosza nie znajdę bo zwyczajowo kasy z konta nawet nie wyciągam - wszędzie gdzie da radę płacę kartę a tak to zawsze jakaś lewa kasa się znajdzie albo zapomniane klientki oddadzą co powinny :) Widzisz ja korektorów niestety nie używam więc nie pomoge ale faktycznie z wydajnością no i tym kilkaniem przy przekręcaniu może być średnio ciekawie. A jak tam u Was pewnie też wiosna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiosna była i sobie poszła - znów ciemno i brzydko :D

      Usuń
  6. Ja używam korektora Collection2000 Last Perfection dla mnie idealny myślałam o jakiejś zmianie, ale chyba sobie daruje jest naprawdę bardzo dobry :) i godny polecenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym go wypróbować i chyba niedługo mi się to uda :)

      Usuń
  7. A ja nawet lubię ten korektor :p i fajnie mi się czytało o tym kręceniu, bo zaraz przed oczami miałam siebie jak "walczę" z tym korektorem ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie tylko ja mam z nim problem i nie tylko mnie on drażni :D

      Usuń
  8. Ja nie używam korektora, tylko podkład, choć czasami by mi się przydał.. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Korektora kiedyś też nie używałam, ale od kiedy jestem mamą, moja doba nijak nie chce się rozciągnąć to muszę mieć dobry korektor :D

      Usuń
  9. nie lubię się denerwować, wiec to 9zł wydam na cos innego :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pewnie - zdrowie psychiczne najważniejsze :D

      Usuń
  10. Miałam go kiedyś,i wystarczył mi on na zawrotne 1,5 tygodnia;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to rzeczywiście szałowo :D Chyba najszybszy kosmetyk z kolorówki, który udało Ci się zużyć :)

      Usuń
  11. Wielkiego problemu z zasinieniami pod oczami nie mam, ale i tak staram się je tuszować.. na ten korektor raczej się nie skuszę ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejszy spokój psychiczny :D Kup jakiś mniej upierdliwy :)

      Usuń
  12. Nigdy go nie miałam ale zraziłam się do korektorów po zawodzie Loreal Lumi :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mogę polecić Bell - w porównaniu do Essence jest idealny :)

      Usuń
  13. Ja używam korektora Wibo, tego czterokolorowego. Najczęściej stosuję różowy pod oczy właśnie. Zabawne, każda blogerka twierdzi, że ma jasną karnację, więc dla kogo produkują te ciemne podkłady? :) Jak ja bym chciała znaleźć zapomnianą stówę i pracę...Śrubokręt i lutownica - czyżby produkcja? Brrr...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, produkcja na szeroką skalę ;) Wibo nie miałam, w sumie wolę takie płynne, po Inglot AMC nie pasuje mi stała konsystencja :)

      Usuń
  14. Polecam Clinique, All About Eyes Concealer. Drogie pieruństwo, ale działa. I ma kolory dla córek młynarza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam go kupić, ale zawsze coś. .. Mam kupon do Douglas to może się skuszę :)

      Usuń
  15. Korektorów w takich opakowaniach nie lubię :)
    Też bym chciała stówkę znaleźć w portfelu. :D Czasami znajduję 20 zł walających się między książkami w pokoju. Radość ogromna. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też wolę takie z gąbeczkowym aplikatorem :)

      Usuń
  16. a może kup roll on z garniera chyba na cienie pod oczami, u mnie dobrze się sprawdził :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam kiedyś ten roll-on oraz dwa inne - nie było szału, ale coś tam zdziałały :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz :)
Na pytania odpowiadam pod tym samym wpisem.
Nie spamuj, nie zostawiaj linku do swojego bloga - jeżeli skomentowałaś wpis, to na pewno do Ciebie zajrzę.

Zdjęcia i tekst na blogu są mojego autorstwa. Pamiętaj o ustawie dot. prawa autorskiego.
Jeżeli chcesz wykorzystać zawartość bloga - napisz!