Nivea, Q10 plus, Przeciwzmarszczowy krem energetyzujący na dzień.

Dzięki uprzejmości pani Kasi, mogłam wypróbować nowość marki Nivea. Dobrze prezentujący się krem wypadł dobrze w testach, więc zapoznajcie się z nim bliżej :)



Nivea, Q10 plus, Przeciwzmarszczkowy krem energetyzujący na dzień.


Cena i pojemność: ok. 40 zł/50 ml
Dostępność: drogerie
Opis producenta i skład:


W kremach marki Nivea podoba mi się zabezpieczenie - kartonik był opakowany w przezroczystą folię, dodatkowo w słoiczku było sreberko, więc jak komuś się chce w drogerii zmacać zawartość, to ma dwie barykady do rozbicia. Na kartoniku jest rysunek rzeczywistego rozmiaru słoiczka w wersji spłaszczonej. Sprawdziłam, rzeczywiście słoiczek jest takiej wielkości jak na rysunku.
Sam słoiczek ma wygląd standardowy dla kremów Nivea - jest ciężki, szklany, z pomarańczową, plastikową nakrętką. Ładnie prezentuje się na półce w łazience, ale w podróży jest gorzej ze względu na wagę. Nakrętka dobrze się dokręca, nie przekręca się i nie ma możliwości jej uszkodzenia zbyt mocnym uściskiem.
  
Lekko brzoskwiniowy kolor oraz delikatny, ale wyczuwalny kwiatowy zapach skutecznie zachęcają do stosowania produktu.
Dzięki swojej gęstej (jak oparłam słoiczek na boku to krem nawet nie drgnął aby ulec grawitacji), ale broń Boże nie ciężkiej konsystencji kosmetyk jest wydajny - używam go od ponad 8 tygodni i jestem w połowie słoiczka.
Po nałożeniu na stonizowaną twarz, na skórze zostaje idealna, gładka powłoka, na pewno nie denerwująca. To sprawka silikonu w górze składu, ale zauważyłam, że w większości kremów przeciwzmarszczkowych zawarte są silikony. Ja staram się unikać ich w pielęgnacji twarzy, ale póki co nie wyrządzają mi krzywdy w postaci niechcianych kompanów. Krem błyskawicznie się wchłania, więc nie muszę czekać z nałożeniem podkładu, z którym to bardzo dobrze współgra (nie powoduje rolowania, plam czy szybszego znikania fluidu z twarzy). 
Najważniejsze w tym wszystkim, że krem działa zgodnie z zapewnieniami producenta, ale musi być regularnie stosowany. Mam skórę płytko unaczynioną, suchą z normalną w strefie T i pierwsze zmarszczki mimiczne (uśmiech tylko w nocy znika mi z twarzy, a i tego nie jestem pewna, bo śpię). Od kiedy zaczęłam używać ten krem, skóra rzeczywiście wygląda promiennie i świeżo. Koloryt staje się wyrównany, podrażnienia lekko złagodzone. Uśmiechowe bruzdy nie są głębokie, ale niestety widoczne. Do tej pory żaden krem nie spowodował chociaż zmniejszenia ich widoczności. Nivea troszkę się to udało, zwłaszcza na czole oraz między brwiami. Bardzo się z tego cieszę, bo zawsze to "mniej lat" z wyglądu. Nie odczułam podrażnienia, nie zauważyłam niechcianych wyprysków czy zapchanych porów, ale także skóra nie zareagowała nadmiernym błyszczeniem.

Krem mogę śmiało polecić właśnie takim "dwudziestkom piątkom wzwyż" jak ja, które wstają wcześnie rano, chodzą późno spać i ich skóra nie wygląda kolorytowo najlepiej.
Na pewno zakupię ten krem ponownie, ale w cenie promocyjnej (ostatnio w Rossmannie kosztował 29,99 zł), bo jednak blisko 40 zł za drogeryjny krem to sporo, zwłaszcza że ja ostatnio ubóstwiam olejki i masła w różnych kombinacjach, które wychodzą taniej, a działają świetnie.

Z Nivea mam jeszcze krem Make-up Starter, ale będzie musiał poczekać, bo w kolejce jest jeszcze Lirene do cery naczynkowej. Jego też jestem ciekawa i na pewno recenzja znajdzie się na blogu :)

3 komentarze:

  1. Myślę i myślę że muszę już zainwestować w coś na zmarszczki bo niestety coraz młodsza nie jestem - myślę że jak znajdę ten krem w promocji to wypróbuję bo ciekawie się zapowiada. A następnym razem jak będę w Gdańsku to wiadomo do Fashion House idziemy bo chopa nie doproszę a i reszta rodziny się nie daje wyrwać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że nie pachnie brzoskwinką.
    Jeszcze nie dla mnie, ale może mama się nim zainteresuje :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że nie ma brzoskwiniowego zapachu :( Nie przepadam za kremami Nivea :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz :)
Na pytania odpowiadam pod tym samym wpisem.
Nie spamuj, nie zostawiaj linku do swojego bloga - jeżeli skomentowałaś wpis, to na pewno do Ciebie zajrzę.

Zdjęcia i tekst na blogu są mojego autorstwa. Pamiętaj o ustawie dot. prawa autorskiego.
Jeżeli chcesz wykorzystać zawartość bloga - napisz!