Czytamy, czytamy - Anna M. Nowakowska - Dziunia.

Czasem znajdzie się na świecie istota, której być nie powinno, a ona mimo wszelakich starań i rzucanych kłód pod nogi od urodzenia a i jeszcze w brzuchu, rodzi się,  dorasta w niesprzyjających warunkach i jeszcze ma czelność iść pod prąd. Taka jest tytułowa Dziunia.




Kiedy przeczytałam opis książki i fragmenty, wiedziałam,  że muszę muszę ją przeczytać.



Kilka słów o autorce książki.




Znajomość z Dziunią zaczyna się od jej urodzenia - w szkolnej toalecie.  Potem jest już coraz gorzej. Dziunia jako owoc mezaliansu mamy pochodzącej z rodziny z nizin społecznych oraz taty - syna Puułkownika i pani Pułkownikowej, miała ciężko w życiu.  Miała zostać wyskrobana, jednak udało się jej zostać na tym świecie i "psuć" innym ich żywoty.

Z racji braku chęci i nakazu Pułkownikostwa bohaterka początki swojego życia spędziła w matką i jej rodzicami. Dziunia miała swoje bezpieczne miejsce pod drewnianym stołem - znosiła tam różne rzeczy,  które jej zdaniem były godne uwagi.  Najczęściej były to książki,  wcale nie dla dzieci. Dzięki książce do weterynarii szlaczki, które rysowała w przedszkolu,  przypominały jelita. Potem przyszedł "wspaniały" czas, kiedy to tata przyjechał po mamę i córkę, i "rodzinnie" wyjechali z Zadupia Dolnego. Dziunia spała w szafie a w międzyczasie na świecie pojawił się jej braciszek Lubuś, 
Wraz z kolejnymi stronami książki widzimy jak dorastała Dziunia, jakie nowe "przygody" ją spotykały. Poznała przyjaciółkę Bunię,wyjechała do dziadków Pułkownikostwa do Warszawy aby rozpocząć naukę gry na fortepianie i mieć lepszy start w życiu. W jej życiu rozpoczęła się znajomość z profesorem, z którym potem nawiązała ciaśniejsze i bardziej dorosłe relacje. Będąc w Warszawie cichaczem odwiedzała ukochanych dziadków od strony mamy, babunia regularnie dokarmiała coraz mizerniejszą Dziunię, bo Pułkownik z żoną, mimo otrzymywania wielkiej wałówki i pieniędzy, wydzielali jej jedzenie. Dziunia wróciła jednak do rodziców, rozkochała w sobie najprzystojniejszego chłopaka we wsi i dalej historia potoczyła się tak samo jak w przypadku jej rodziców.

"Dziunia" to książka, w której kotłuje się emocji - pedofilia, wymierzanie kar cielesnych w domu, nękanie psychiczne w szkole, wymuszona aborcja. Wszystko zobrazowane dość surowo i dosadnie. Czytając kolejne strony książki szczerze współczułam bohaterce i wielokrotnie przeklinałam w myślach Pułkownikostwo za fatalne traktowanie dziewczynki, jej ojca - alkoholika, który nie mógł się powstrzymać od wypicia kilku butelek wódki, a potem wymierzania kar za byle głupstwo, matkę, która wolała spędzać czas z kochankiem niż martwić się o córkę. Najcieplejszymi postaciami są dziadkowie od strony mamy - babunia do rany przyłóż, martwi się o wnusię, razem z dziadkiem robią wszystko, co w swojej mocy aby pomóc wnuczce. 
W książce fragmenty, które mocno śmieszą i podkreślają tragikomedię życia dziewczynki, przeplatają się ze słowami, od których aż bije żeby przystanąć, przemyśleć je, współczuć.

Autorka zapowiada kolejne części "Dziuni". Będę czekać na dalsze losy zbyt dorosłej i szczerej jak na swój wiek Dziuni pełna ciekawości jak potoczyło się jej "cudem zdobyte" życie.

4 komentarze:

  1. Po twoim opisie chyba też sięgnę po tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. brzmi ciekawie :) rozejrzę się za nią w bibliotece

    OdpowiedzUsuń
  3. zaciekawiłaś mnie tą książką :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz :)
Na pytania odpowiadam pod tym samym wpisem.
Nie spamuj, nie zostawiaj linku do swojego bloga - jeżeli skomentowałaś wpis, to na pewno do Ciebie zajrzę.

Zdjęcia i tekst na blogu są mojego autorstwa. Pamiętaj o ustawie dot. prawa autorskiego.
Jeżeli chcesz wykorzystać zawartość bloga - napisz!