Argiletz, Maseczka z glinki żółtej.

Od pewnego czasu uwielbiam wszelkie glinki, które można przygotować samodzielnie. Dwie kupiłam na doz.pl - czerwoną i żółtą. Z ZSK wzięłam białą, a ostatnio również z e-naturalne.pl czerwoną i białą. Te z apteki już dawno zużyłam, a o żółtej jeszcze nie pisałam, więc czas nadrobić zaległości.



Argiletz, Maseczka z glinki żółtej.
 

Cena i pojemność: 2,79 zł/10 g
Dostępność: apteki oraz doz.pl
Opis producenta:

Opakowanie to papierowy kartonik, a w nim zapakowana w woreczek strunowy miałka glinka żółta. W środku również jest karteczka z informacją jak działa glinka, jak ją stosować oraz jakie ma minerały w sobie.


Glinkę rozrabiam w proporcjach "na oko" - najpierw wsypuję do miarki glinkę, a potem dolewam wodę demineralizowaną i mieszam, jak dalej ma suchą konsystencję to dopełniam dalej wodą. Gdy już widzę, że glinka jest glinką, to nakładam zwykłym pędzelkiem do podkładu (języczkowym oczywiście) na ryjek.  

 I teraz mam dwie opcje, aby glinka tak szybko nie wyschła.
Pierwsza to zwilżanie je hydrolatem lub wodą termalną, której to akurat nie posiadam, bo się skończyła. Tu jest mały problem - jak za dużo psiknę to glinka ścieka, więc potrzebny jest wyjście, a drugie wyjście to użycie słynnych chińskich bawełnianych maseczek. Standardowo psikam (bo akurat hydrolat mam przelany do butelki z atomizerem) tak długo na tabletkę z maseczką, aż się rozpulchni i zacznie przypominać maseczkę. Nakładam na twarz taką płachtę bawełenki i jeszcze raz porządnie psikam twarz. Glinka nie spływa, nie wysusza się, bo przecież nie można dopuścić do jej wyschnięcia. Straszę tak około 15-20 minut, aż poczuję, że skóra "wypiła" wszystkie minerały i zaczyna się ściągać. Dużo prostsze jest również zmycie glinki, ponieważ ściągam jej większość za pomocą maseczki. Potem pozostanie już tylko domycie skóry i gotowe.
 
Po zmyciu glinki skóra jest matowa i lekko ściągnięta, ale czuję, że jest oczyszczona i pory są zwężone. Glinka żółta jest przeznaczona do skóry zmęczonej, o szarym kolorycie i rzeczywiście działa rewelacyjnie. Skóra ma lepszy kolor, wygląda promiennie. Dodatkowo zmarszczki mimiczne są spłycone, a cała twarz jest gładka i delikatna w dotyku.

Czasem do glinki dorzucam spirulinę i kwas hialuronowy, co wzmacnia efekt nawilżenia skóry.

Jako uzupełnienie glinkowych działań, na twarz nakładam olejek - w zapasach mam ze słodkich migdałów, z pestek moreli, z awokado oraz mieszankę z Orientany - wszystkie stosuję zamiennie i ich działanie wraz z glinką sprawia, że kolejnego dnia rano moja twarz wygląda jak milion dolarów ;) Może przesadziłam z milionem, ale naprawdę, kurczę, sama się sobie wtedy podobam :D 

Teraz będę "męczyć" ponad 200g białej glinki i 200 g czerwonej, ale mimo tego że trzeba samej ukręcić maseczkę (wcześniej lubiłam iść na łatwiznę i nałożyć gotowca), że trzeba pamiętać o spryskiwaniu glinki, uwielbiam taką naturalną pielęgnację. I plus tego, że mogę sama wzbogacić swoją maseczkę w to, co mojej skórze najbardziej pasuje.

Mam nadzieję, że Wy też miałyście chociaż raz styczność z taką miałką glinką i raz z gotowcem. Jakie są Wasze wrażenia po stosowaniu obu glinek? Wolicie same zrobić glinkową maseczkę czy lepsze są gotowe glinkowe maseczki ?

18 komentarzy:

  1. Też dziś miałam glinkę na twarzy tylko białą z dodatkiem spiruliny:)
    Uwielbiam glinki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też uwielbiam glinki :) Myślę, że glinki i olejki do twarzy są dużo lepsze od gotowców ;)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Fakt, akurat żółty na Halloween pasuje :D

      Usuń
  3. Ja lubię zielone glinki od nich, ale firma nazywa się Argiletz a nie samo Argile. Tu masz nawet samo potwierdzenie: http://www.arpol-fr.com.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za sprostowanie - już poprawiłam :) Zielonej glinki nie miałam od nich, w ogóle nie miałam zielonej glinki sypanej, muszę nadrobić braki :)

      Usuń
  4. Lubię glinki ;) fajnie wygląda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I świetnie działa - polecam wypróbować jak jeszcze nie miałaś okazji :)

      Usuń
  5. o tak, też kocham glinki, ostatnio zamówiłam 4 nowe rosyjskie, z różnymi dodatkami :) żółtej nie lubię, za to czarną kocham :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czarnej nie miałam, ale pewnie się skuszę i nadrobię zaległości :)

      Usuń
  6. Niestety jeszcze nie używałam glinek takich do samodzielnego ukręcania ale szczerze wydaję mi się takie coś dobrym pomysłem i chyba poszukam coś takiego i zakupię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, bo możesz je wzbogacić czym chcesz, a w gotowych już masz wszystko, co niekoniecznie może pasować Twojej skórze :)

      Usuń
  7. Ja też wolę glinki czyste, używam tej co pokazałaś, kupuję na dozie :D I zazwyczaj dodaję do niej jeszcze olej kokosowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też ją mam z doz.pl, ale teraz już nie zamawiam, bo wolę kupić raz, a porządnie duże opakowanie :) Olej kokosowy mi się dawno skończył, ale poszukam go stacjonarnie i również spróbuję takiej mieszanki :)

      Usuń
  8. kocham glinki :) żółtą to widzę pierwszy raz :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ogólnie mam małe doświadczenie z glinkami :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też uwielbiam glinki. Nie dalej jak wczoraj robiłam sobie maseczkę z białej glinki rosyjskiej, spiruliny i oleju arganowego :)

    OdpowiedzUsuń
  11. tej nie znam ale lubię tego typu maseczki :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz :)
Na pytania odpowiadam pod tym samym wpisem.
Nie spamuj, nie zostawiaj linku do swojego bloga - jeżeli skomentowałaś wpis, to na pewno do Ciebie zajrzę.

Zdjęcia i tekst na blogu są mojego autorstwa. Pamiętaj o ustawie dot. prawa autorskiego.
Jeżeli chcesz wykorzystać zawartość bloga - napisz!