ReGeneracja ! + włosowe kosmetyki.

Jako że zaczął się wrzesień, postanowiłam wziąć swoje cztery litery w garść i zacząć porządnie zajmować się blogiem. Tak więc dziś notka dotyczyć dwóch kosmetyków do pielęgnacji włosów: maski Biovax L'Biotica oraz jedwabiu w płynie Biosilk marki Farouk. Zapraszam do przeczytania recenzji :)



 
Koszt tej maseczki to ok 20 zł (ja kupiłam w promocji za 12 zł w Superpharm). Opakowanie ma poj. 250 ml. Konsystencja przypomina budyń i taki też ma zapach - waniliowo-śmietankowy. Aż chce się zjeść, a nie nałożyć na włosy. W zestawie z maseczką dodawany jest czepek, dzięki któremu maseczka nie spływa z włosów oraz lepsze jest jej działanie, a także saszetka 1,5 ml z serum wzmacniającym (konsystencja oraz zapach podobne do płynnego jedwabiu, w składzie silikony, alkohol - czyli coś, czego włoski nie lubią).

  
Powyżej zalecenia producenta dotyczące aplikacji oraz skład.
Ja maseczkę nakładałam na dwukrotnie umyte włosy, rozczesywałam je, zwijałam w koczek, nakładałam czepek i "leżakowałam" w wannie. Po całej kąpieli dokładnie dwa razy płukałam włosy. Maseczkę stosowałam co tydzień.


  Moje wrażenia po używaniu tej maseczki - pozytywne. Maseczka rzeczywiście dobrze działa na włosy. Oczywiście nie naprawi cudownym sposobem uszkodzonych włosów, ale zdrowe pozostawia miękkie, gładkie. Włosy nie elektryzują się i nie puszą. Są milsze w dotyku oraz lekko połyskują. W moim przypadku nie powoduje przetłuszczenia skóry głowy - ilość maseczki jaką stosuję jednorazowo to wielkość orzecha włoskiego. Całe opakowanie maseczki starczyło mi na ok. 4 miesiące.

Tą maseczkę warto wypróbować. Często można "upolować" je w promocji w Superpharm za nawet 11 zł.

Drugi produkt, który chcę zrecenzować, to Biosilk Jedwab płynny Farouk. I tak jak maseczkę Biovax uważam za świetny kosmetyk, tak Biosilk moim zdaniem jest przereklamowany.


Szukałam kosmetyku, który sprawi, że moje kudełki będą bardziej sypkie, lejące się, a nie przyklapnięte i smętne. Poczytałam recenzję na KWC Wizaż i postanowiłam wypróbować to, czym tak wiele dziewczyn się zachwyca. Spojrzałam na skład, który nie zachwyca, jednak pomyślałam, że może jednak coś się z tym da zrobić. Kupiłam Biosilk w Rossmanie za 4 czy 5 zł, więc nie dużo straciłam (gdybym kupiła go w standardowej cenie ok. 10 zł, to nie byłabym już zadowolona ze straty). Pojemność to 15 ml.
 

Produkt na początku stosowania potrafi zachwycić - włosy rzeczywiście są gładkie, lejące, sypkie, czyli to, co chciałam osiągnąć. Używałam go co tydzień w ilości jednej kropli wielkości ziarnka grochu. Kroplę rozprowadzałam w dłoniach i "przeczesywałam" nimi najpierw końcówki, a potem resztę włosów - omijając skórę głowy. 


W połowie opakowania końcówki stały się sztywne, twarde, suche, a dzień po użyciu już musiałam umyć włosy na nowo, bo wyglądały bardzo nieświeżo - paradoks, ale tak było.Całe opakowanie starczyło mi na ok. 2 miesiące stosowania. Na szczęście skończyłam już buteleczkę i na pewno więcej nie zakupię tego produktu. 


Przepraszam jeszcze raz za brak aktualizacji bloga, teraz już wezmę się w garść i częściej będę tu zaglądać.  A teraz udaję się na domowy seans kinowy - kupiliśmy dziś "Salę samobójców" na Blue Ray. Dużo pozytywnych opinii słyszałam o tym filmie i zaraz się przekonam, czy rzeczywiście wart jest uwagi.

Miłego weekendu !

P.S. A jutro jedziemy do Gdyni obejrzeć żaglowce, które tam zawitały.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz :)
Na pytania odpowiadam pod tym samym wpisem.
Nie spamuj, nie zostawiaj linku do swojego bloga - jeżeli skomentowałaś wpis, to na pewno do Ciebie zajrzę.

Zdjęcia i tekst na blogu są mojego autorstwa. Pamiętaj o ustawie dot. prawa autorskiego.
Jeżeli chcesz wykorzystać zawartość bloga - napisz!