Moja pielęgnacja twarzy - peelingi.

Zaczynam kolejną serię postów. Będzie ona dotyczyć pielęgnacji twarzy, czyli peelingi, kremy, mleczka, maseczki :)
Na pierwszy ogień idą peelingi - mam ich aż dwie sztuki + peelingujące waciki kupione kiedyś w Lidlu za ok. 5 zł (nie są już dostępne, jednak możecie kupić takie płatki w Rossmanie - Lilibe lub też Cleanic). Ja stosuję peelingi jedynie na nos, czasem na czoło, ale bardzo rzadko.



Pierwszy kosmetyk to słynny Morelowy peeling firmy St. Ives przeznaczony do cery tłustej i skłonnej do wyprysków. Pojemność opakowania to 150 ml. Tuba otwierana jest klapką, co jest dużym ułatwieniem w operowaniu podczas używania. Peeling ma delikatny zapach, jakby kwiatowo-owocowy (nie jestem mistrzynią w opisie zapachów :D). Drobinki ścierające są bardzo duże, więc dla delikatnej skóry np. naczynkowej nie będzie dobry. Ja stosuję go na nos co dwa dni i tam sobie świetnie radzi. Bardzo dobrze oczyszcza pory, usuwa martwy naskórek. Skóra po użyciu tego produktu jest gładka i delikatna. Dość dobrze się spłukuje, tylko trzeba uważać na oczy :) Konsystencja jest świetna - gęsta, kosmetyk nie spływa podczas aplikacji. Opakowanie jest bardzo wydajne - ja swoje mam już z pół roku na pewno i w tubie jest ok. 1/4 kosmetyku. Skład jest dobry - łupinki orzecha włoskiego, ekstrakt ze słonecznika, oczywiście morele. 


Z tego, co słyszałam, to już ten peeling nie jest dostępny pod marką St.Ives. Został zastąpiony przez Soraya Beauty Therapy również jako Morelowy peeling antybakteryjny. Czytając recenzje na stronie wizaż.pl kosmetyk zbiera pochlebne opinie i skład produktu jest prawie identyczny z peelingiem St.Ives.
St.Ives kosztował ok. 13 zł, niestety nie wiem w jakiej cenie jest Soraya. 

Drugi produkt to Peeling głęboko oczyszczający pory z Avon. Kosztował 7 zł w jakieś promocji typu 2 za 14 zł. Pojemność opakowania to 75 ml, czyli wydawałoby się, że dość mało porównując go do St.Ives. Rzeczywiście, jest go mniej, ale patrząc na ilość jaką trzeba zużyć do aplikacji to wcale nie jest taki niewydajny. Pierwsze, co rzuca się w oczy, chociaż bardziej w nos to zapach: mentolowo-alkoholowy. I ja muszę przyznać, że go lubię ;) Zapach jest idealny dla zapchanych nosków. Podczas używania praktycznie aż w mózgu czuje się ten chłodek. Bo sam peeling chłodzi skórę, na którą jest nałożony. Nie ma znaczenia czy spłukuję go chłodną czy cieplejszą wodą. Drobinki w kosmetyku są małe, ale gęsta konsystencja sprawia, że bardzo dobrze oczyszczają pory. Produkt łatwo się spłukuje, ale sam z siebie nie spływa z twarzy. W składzie możemy znaleźć oczywiście alkohol, który daje ten "smrodek" oraz ekstrakt z eukaliptusa czy oczar wirginijski mający działać bakteriobójczo.
Ten peeling też polecam wypróbować, ale w promocjach Avon-u. Nie wiem, czy za ten jeden peeling dałabym ok. 10 zł jak to czasem w katalogu jest oferowany.


Poniżej porównanie kosmetyków - wydać różnicę w wielkości drobinek.


Dziś kolejne zakupy udane :) Stałam się właścicielką torby oraz sweterka z H&M. Kupiliśmy także film Bruno z Sashą Baronem Cohenem - uwielbiamy zarówno Ali G In Da House oraz Borata, więc wieczorem, przy smacznej kolacji i dobrym winie urządzimy sobie seans filmowy :)

Pogoda w Gdańsku aktualnie jest cudna - lepsza niż w wakacje, więc z niej skorzystamy udając się na spacerek i przetestujemy kupiony dziś aparat fotograficzny :)

Pozdrawiam serdecznie :)


2 komentarze:

  1. czekam na zdjęcia z torebka i sweterkiem z h&m .pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Jutro wrzucę fotki :) Pozdrawiam ciepło :0

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz :)
Na pytania odpowiadam pod tym samym wpisem.
Nie spamuj, nie zostawiaj linku do swojego bloga - jeżeli skomentowałaś wpis, to na pewno do Ciebie zajrzę.

Zdjęcia i tekst na blogu są mojego autorstwa. Pamiętaj o ustawie dot. prawa autorskiego.
Jeżeli chcesz wykorzystać zawartość bloga - napisz!